Obudził mnie dzwonek do drzwi. Ja pierdole, na pewno jakieś
zgniłe jaja z kupą na skorupce albo sąsiadka nie wyleczyła jeszcze Parkinsona. Chciałam
powiedzieć do słuchawki „Czy ja mogłabym się kurwa łaskawie wyspać?!”.
Powstrzymałam się, bo dla obcych z reguły staram się być miła, więc pytam się grzecznie:
kto tam? Odpowiada mi głos męski, po czterdziestce.
- Tu wiśnia, tata jest?
- yyy nie ma. Będzie po 18 jakoś.
- To dobrze. Mogę pogadać z Tobą?
Zaniepokoiło mnie to trochę. Wiśnia to najlepszy ziomek
mojego ojca. Oglądają razem seriale i piją czasami setkę żurawinówki. Czasem
też chodzą na jakieś mecze. Prawdziwa rozrywka prawdziwych mężczyzn. Czego on
chcę, czterdziestoparolatek, który jest zaszczuty przez żonę. Kobita ciągle
przypomina mu o podstawowym wykształceniu i gównianej pracy. Bo praca Wiśni
polega na… patroszeniu zwierząt, które nadają się potem do wypchania. Produkuje
też szklane oczy do tych obleśnych posągów martwych stworzeń. W sumie też bym
miała niezłą zwałę z męża, który wyciąga flaki z sowy. Mniejsza o to. Pan Wiśnia
- fakt kiedyś napił się ze mną wódki i powiedział, że ładnie mi w czerwieni.
Ale co on kurwa chce?! Mam nadzieje, że nie dojdzie do żadnych czynów. Otwieram
drzwi od klatki schodowej, aby mógł wdrapać się na czwarte piętro krótkimi
nóżkami. Otwieram drzwi do domu. Wiśnia uśmiecha się i wchodzi do środka.
Obejmuje mnie i mówi „cześć Isaaaaaaa!”
Pomyślałam w tym momencie o moich plecach. Przecież były
kurewsko spocone, po marszu przebytym od chaty Marcina do mojej. Teraz jego
ręce będą śmierdzieć moim potem. Niech nie poczuje, niech nie poczuje. Chuj.
Poczuł. Patrzy na swoje dłonie i mówi:
- Co to kurwa?!
To nie był pot, to nie był kurwa pot, jak myślałam. Kolejny
raz mój szalony kot zrobił mi surprise do łóżka. Żółte rzygi, o których nie
miałam pojęcia. Zmieszana powiedziałam tylko:
- No wie Pan, Kicia lubi czasem sobie zwymiotować w dziwnych
miejscach.
- To niezły strumień musi mieć, żeby narzygać Ci aż na
plecy! Do karłów to Ty nie należysz. – zaśmiał się trochę.
- Może niech Pan umyje ręce, a ja zrobię kawę, co?
- Tak będzie chyba najlepiej. – wszedł do łazienki a potem
do salonu.
Kolejna kompromitacja. W sumie Wiśnia nie jest przysłowiowym
Bratem Pittem (kolejny fenomen, którego nie rozumiem), ale jednak jest to
człowiek, którego jeszcze kiedyś spotkam, z którym będę rozmawiać. Pierwszym
jego skojarzeniem z moją osobą będą rzygi kota na plecach. Fajnie. Poszłam
przebrać tshirt i zrobiłam kawę zaciskając przy tym nos. Jak ja nienawidzę
zapachu kawy. Jak to można kurwa pić. Gorzki, czarny kał. Położyłam filiżankę
na ławie i pytam się:
- To o co chodzi? Coś się stało?
- Znów masz ten czerwony tshirt. – uśmiechnął się
spoglądając na mój biust.
- yyy, no tak. Coś na nim jest? Może Kicia znów zrobiła mi
mały prezent?
- Nie, jest jak najbardziej w porządku. – uśmiechał się
trochę pedofilsko, fuj.
- Tata wraca po 18, nie wiem czy chce się Panu to czekać
jeszcze trzy godziny.
Niech kurwa spierdala! Nie chcę z nim tu siedzieć trzy
godziny widząc jego obleśny wzrok na moich cyckach. Nie będę mu parzyć kaw, nie
będę tańczyć w czerwonym tshirtcie i nie zrobię nic o czym teraz sobie myśli.
Nie moja wina, że jego żona jest pojebana i toczy się zamiast iść.
- Jak już mówiłem, nie przyszedłem do niego tylko do Ciebie.
- No to słucham?
- Chodzi o moją córkę…
Kurwa, nie chciałabym mieć takiej córki jak on. Jest
rozpieprzoną egoistką i jak coś chcę to tatuś musi kupić. Kiedyś zażyczyła
sobie stary, obleśny prochowiec za pół tysiąca. Do tego powiedziała mi kiedyś
dzień dobry, jak szła z psem. Chciałam tutaj uwzględnić, że jest rok młodsza
ode mnie. Aha, jeszcze zapomniałam dodać, że chodzi w długich feretach i z
plastikową różą we włosach.
- Co jest z Asią? – pytam się.
- Ona… ma chłopaka. Podobno go znasz. Powiem Ci, że raczej
za nim nie przepadam. Wydaje się być dziwny.
- Ale o kogo chodzi?
- Nazywa się Robert Hejnowicz.
O kurwa. To jest i tak dziwne, że jego córka go lubi.
Roberta nikt nigdy nie lubił i tyle. Już za imię go nie lubili. Robert. Jak to
w ogóle chujowo brzmi. Kim jest Robert Hejnowicz? Koleś od 9 lat jeździ na
jakieś zjazdy rycerzy czy chuj wie co, walczy w zbrojach i jest to jedyna rzecz
która go interesuje. Nie gra w fifę, jak każdy normalny chłopak, nie pił nigdy
piwa, nie używa komputera. Żyje kurwa jeszcze w średniowieczu. Pewnie nie ma w
domu żarówek tylko lampę naftową. Ciekawe jak poznał piękną Asiunię. Obstawiam,
że na corocznym zjeździe dla aspołecznych frajerów.
- No znam, ale nie za dobrze. Jest dość dziwny i…
niedzisiejszy. – mówię.
- No wiem, zabronił Asi korzystać z Internetu.
Fajny chłopak, nie powiem. Jak ktoś woli napierdalać się na
miecze, niż sprawdzić kto jest z kim w związku na facebooku to się nie dziwmy. Jak
jakiś krzyżak kurwa. Ciekawe czy śpiewał jej do ucha Bogurodzicę.
- No ale co ja mogę w tej sprawie zrobić?
- Jak to co, wybij jej z głowy tego durnia!
- Chyba nie jestem właściwą osobą. Nie znam za dobrze ani
Asi, ani Roberta. Ciężko mi będzie wymyślić jakieś argumenty, aby Asia
przestała z nim być.
(no bardzo ciężko kurwa.)
- Asia nie ma przyjaciółek, myślałem, że się lubicie.
No ja się z nią przyjaźnie od zawsze kurwa, wymieniamy się
plastikowymi kwiatami.
- Jak już mówiłam, nie znam Asi. Ciężko mi będzie pomóc,
może niech Pan z nią po prostu porozmawia? – mówię.
- Myślisz, że nie próbowałem? To nie ma sensu. Ty na pewno
masz jakiegoś normalnego chłopaka. Taka ładna dziewczyna jak Ty musi mieć
jakiegoś fajnego chłopaka.
No jak chuj. Normalnie na pęczki, ustawiają się do mnie
kolejkami jak za czasów komuny.
- Nie mam nikogo.
- To może odbij tego Roberta Asi?!
O niczym innym nie marzę jak o rycerzu Robercie, kurwa.
Rozmowa moja i Wiśni do niczego nie doprowadziła i dobrze. Nie doprowadziła ani
do zaprzyjaźnienia się z psycholką w kiecach do ziemi, ani do związania się z
kolesiem, który nigdy nie używał google. Po wyjściu Wiśni z domu już spać mi
się nie chciało. Może samo parzenie kawy mnie pobudziło. Ojciec niedługo wraca,
więc ja wybywam. Nie umiem z nim rozmawiać, on też ze mną nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz