5.
Wczoraj powiedzieliśmy sobie tylko:
Dobra, to jutro o 20.00 na starym rynku. I jest 20.00 i jestem na starym rynku
i czekam na mojego Hiszpana. Ubrałam się w sukienkę, taką letnią, skromną i
kwiecistą. Bez szaleństw. Kobieco i słodko. Nie wiem jak mężczyźni reagują na
perfumy mojej mamy, tata nigdy jej nie przytula. Zaryzykowałam, psiknęłam się
za ucho i na dekolcie. Lubię ładnie i intensywnie pachnieć. Kobieta musi
pachnieć. Czekam na Damiano El Hiszpano. Widzę w oddali czarną kupę włosów.
Przybliża się, jest już parę metrów ode mnie. Zmierzam go delikatnie wzrokiem.
On się uśmiecha, ja się uśmiecham. Moje oczy po kolei spenetrowały każdy
element jego ciała. Włosy – ok. Tak samo jak w tramwaju - czyste, kręcone, i
czarne. T-shirt najzwyklejszy, czarny. Dość obcisły, odznaczała się jego ładnie
zbudowana klata, chyba zauważyłam kontury kaloryferu, ale mogę się mylić. Ale.
Ale. Patrzę w dół. I nie wierzę swoim oczom. Co to kurwa ma być. On włożył
dzwony. Tak - dzwony, rozszerzane końcówki spodni. Tak po całości, żeby aż buty
mu zakrywało. Czekałam tylko jak wyciągnie zza pleców kulę dyskotekową i
zacznie mnie obracać w rytm twista. Nie chciałam już patrzeć w dół.
- no czeeeeść Isa! – dał mi
niespodziewanego buziaka w policzek
Odwzajemniłam, ale w głowie było mi
jedno. Gdzie się ukryć, gdzie znaleźć takie miejsce gdzie ludzie nie patrzą Ci
na dół odzienia? Gdzie nikt nie zwróci na to uwagę. Trzeba się gdzieś
przetransportować, więc dalekie, piesze wycieczki odpadają. Jeszcze się przewróci
o swoje nogawki i co będzie. Gdzieś się ukryć, schować. Najlepiej jakby cały
czas siedział po turecku, ukrywając swoje dyskotekowe odzienie. Co robić, co
robić.
- Wiesz co Isa, tak pomyślałem sobie, że
możemy iść na karuzelę! Przecież od paru dni stoją wielkie maszyny, co Ty na
to?
- No dobra, dlaczego nie. Mam nadzieje,
że nie zwrócę całego obiadu na Ciebie.
Dlaczego zawsze muszę być tak
bezpośrednia i obleśna. To nie zachęca. Głupia ja. Szliśmy „powolnym” krokiem
na karuzelę, chciałam wybrać jakąś okrężną drogę. Nie było odwrotu. Hiszpan
stał się istnym przewodnikiem stada, chodził tak szybko jak ja biegałam na
wfie. Albo ja mam takie małe kroki, albo on jest jakiś nadpobudliwy. Naprawdę
miałam wrażenie, że biegnie. Chyba się spieszył na tę karuzelę. Stanęliśmy
oboje pod wielkim młotem. Spojrzałam wymownie na Damiana i powiedziałam krótkie
NIE.
- Ok, jeśli Ci młot nie przypadł do gustu
to może diabelski młyn?
- Wydaje się być bardziej bezpieczny,
możemy spróbować.
Wsiedliśmy do jednej z budek. Koleś
któremu trzeba było oddać żetony przed podróżą życia był nad wyraz zabawny. Za
każdym razem jak się zbliżaliśmy do niego na dół, okręcał nas z całych sił.
Jajcarz stulecia normalnie. Nic nie mogliśmy podziwiać. Ani pięknej panoramy
Bydgoszczy, ani siebie nawzajem. Za trzecim (ostatnim) razem jak się do niego
zbliżaliśmy on już zacierał swoje brudne od żetonów dłonie. Powiedziałam do
niego, a raczej wykrzyczałam:
- Panie, skończ już te psikusy bo wcale
nie są zabawne ani miłe.
Nic nie zrobił, cofnął się dwa kroki
dalej. Damian popatrzył na mnie z uśmiechem i powiedział:
- Ty to umiesz załatwić sprawę.
- Nie będzie mi tu jakiś cieć psuł zabawy
za którą zapłaciłam 25 zł.
- No fakt, cieć nie ma tu za wiele
rozrywki to urządza sobie takie harce. – uśmiechnął się znów tak samo.
Patrzyłam na panoramę naszego miasta.
Słońce przyjemnie świeciło w twarz. Pod nami płynęła Brda, która mieniła się
niczym kula dyskotekowa jaką Damian na pewno kitra w swojej czarnej torbie na
ramię. Czerwona cegła budynków przy Brdzie wyglądała z lotu ptaka monumentalnie
i obco. Gdzieś w oddali wieżowce, blokowiska, kościoły. Patrzyłam na to
wszystko z wielkim zachwytem i czułam na sobie wzrok. Damian nie patrzył na to
wszystko dookoła nas. Patrzył na mnie. Wychodząc z budki powiedziałam tylko:
- Nie wiedziałam, że Bydgoszcz jest taka
piękna. Chyba lubię te miasto, kurde.
- Mój wzrok przykuwałaś najbardziej Ty, a
nie jakieś stare kamienice. – powiedział.
- To miło, że jestem ważniejsza dla
Ciebie od cegieł.
No cudownie to podsumowałam. Nawet ja nie
wiem jakbym na coś takiego odpowiedziała.
- yyy, no miło było. Co teraz robimy?
Może wpadniemy do mnie? Mieszkam blisko, chcę Ci coś pokazać.
No Damianek szybciutki jest, jak na Hiszpana
przystało. Nie ze mną takie numery. Możemy do niego iść, ale niech mnie
dotknie, to wypale mu twarz kwasem. W sumie ciekawe co skrywają jego cztery
ściany. Po ubiorze domyślam się, że wielki parkiet do tańczenia przebojów lat
60. Niebiesko-żółto-czerwone neony, oczywiście kula dyskotekowa (ta sama, którą
ma teraz w torbie) no i dym, dużo dymu. Głośniki przeogromne, które dudnią
niemiłosiernie. Przekonamy się co Damian ma do zaoferowania. Tylko błagam.
Jeśli słowa „chcę Ci coś pokazać” to inaczej „pokaże Ci moją wielką pałę,
maleńka” to ja dziękuję, wychodzę.