czwartek, 28 marca 2013

sezon na mandarynki 5


5.











Wczoraj powiedzieliśmy sobie tylko: Dobra, to jutro o 20.00 na starym rynku. I jest 20.00 i jestem na starym rynku i czekam na mojego Hiszpana. Ubrałam się w sukienkę, taką letnią, skromną i kwiecistą. Bez szaleństw. Kobieco i słodko. Nie wiem jak mężczyźni reagują na perfumy mojej mamy, tata nigdy jej nie przytula. Zaryzykowałam, psiknęłam się za ucho i na dekolcie. Lubię ładnie i intensywnie pachnieć. Kobieta musi pachnieć. Czekam na Damiano El Hiszpano. Widzę w oddali czarną kupę włosów. Przybliża się, jest już parę metrów ode mnie. Zmierzam go delikatnie wzrokiem. On się uśmiecha, ja się uśmiecham. Moje oczy po kolei spenetrowały każdy element jego ciała. Włosy – ok. Tak samo jak w tramwaju - czyste, kręcone, i czarne. T-shirt najzwyklejszy, czarny. Dość obcisły, odznaczała się jego ładnie zbudowana klata, chyba zauważyłam kontury kaloryferu, ale mogę się mylić. Ale. Ale. Patrzę w dół. I nie wierzę swoim oczom. Co to kurwa ma być. On włożył dzwony. Tak - dzwony, rozszerzane końcówki spodni. Tak po całości, żeby aż buty mu zakrywało. Czekałam tylko jak wyciągnie zza pleców kulę dyskotekową i zacznie mnie obracać w rytm twista. Nie chciałam już patrzeć w dół.
- no czeeeeść Isa! – dał mi niespodziewanego buziaka w policzek
Odwzajemniłam, ale w głowie było mi jedno. Gdzie się ukryć, gdzie znaleźć takie miejsce gdzie ludzie nie patrzą Ci na dół odzienia? Gdzie nikt nie zwróci na to uwagę. Trzeba się gdzieś przetransportować, więc dalekie, piesze wycieczki odpadają. Jeszcze się przewróci o swoje nogawki i co będzie. Gdzieś się ukryć, schować. Najlepiej jakby cały czas siedział po turecku, ukrywając swoje dyskotekowe odzienie. Co robić, co robić.
- Wiesz co Isa, tak pomyślałem sobie, że możemy iść na karuzelę! Przecież od paru dni stoją wielkie maszyny, co Ty na to?
- No dobra, dlaczego nie. Mam nadzieje, że nie zwrócę całego obiadu na Ciebie.
Dlaczego zawsze muszę być tak bezpośrednia i obleśna. To nie zachęca. Głupia ja. Szliśmy „powolnym” krokiem na karuzelę, chciałam wybrać jakąś okrężną drogę. Nie było odwrotu. Hiszpan stał się istnym przewodnikiem stada, chodził tak szybko jak ja biegałam na wfie. Albo ja mam takie małe kroki, albo on jest jakiś nadpobudliwy. Naprawdę miałam wrażenie, że biegnie. Chyba się spieszył na tę karuzelę. Stanęliśmy oboje pod wielkim młotem. Spojrzałam wymownie na Damiana i powiedziałam krótkie NIE.
- Ok, jeśli Ci młot nie przypadł do gustu to może diabelski młyn?
- Wydaje się być bardziej bezpieczny, możemy spróbować.
Wsiedliśmy do jednej z budek. Koleś któremu trzeba było oddać żetony przed podróżą życia był nad wyraz zabawny. Za każdym razem jak się zbliżaliśmy do niego na dół, okręcał nas z całych sił. Jajcarz stulecia normalnie. Nic nie mogliśmy podziwiać. Ani pięknej panoramy Bydgoszczy, ani siebie nawzajem. Za trzecim (ostatnim) razem jak się do niego zbliżaliśmy on już zacierał swoje brudne od żetonów dłonie. Powiedziałam do niego, a raczej wykrzyczałam:
- Panie, skończ już te psikusy bo wcale nie są zabawne ani miłe.
Nic nie zrobił, cofnął się dwa kroki dalej. Damian popatrzył na mnie z uśmiechem i powiedział:
- Ty to umiesz załatwić sprawę.
- Nie będzie mi tu jakiś cieć psuł zabawy za którą zapłaciłam 25 zł.
- No fakt, cieć nie ma tu za wiele rozrywki to urządza sobie takie harce. – uśmiechnął się znów tak samo.
Patrzyłam na panoramę naszego miasta. Słońce przyjemnie świeciło w twarz. Pod nami płynęła Brda, która mieniła się niczym kula dyskotekowa jaką Damian na pewno kitra w swojej czarnej torbie na ramię. Czerwona cegła budynków przy Brdzie wyglądała z lotu ptaka monumentalnie i obco. Gdzieś w oddali wieżowce, blokowiska, kościoły. Patrzyłam na to wszystko z wielkim zachwytem i czułam na sobie wzrok. Damian nie patrzył na to wszystko dookoła nas. Patrzył na mnie. Wychodząc z budki powiedziałam tylko:
- Nie wiedziałam, że Bydgoszcz jest taka piękna. Chyba lubię te miasto, kurde.
- Mój wzrok przykuwałaś najbardziej Ty, a nie jakieś stare kamienice. – powiedział.
- To miło, że jestem ważniejsza dla Ciebie od cegieł.
No cudownie to podsumowałam. Nawet ja nie wiem jakbym na coś takiego odpowiedziała.
- yyy, no miło było. Co teraz robimy? Może wpadniemy do mnie? Mieszkam blisko, chcę Ci coś pokazać.
No Damianek szybciutki jest, jak na Hiszpana przystało. Nie ze mną takie numery. Możemy do niego iść, ale niech mnie dotknie, to wypale mu twarz kwasem. W sumie ciekawe co skrywają jego cztery ściany. Po ubiorze domyślam się, że wielki parkiet do tańczenia przebojów lat 60. Niebiesko-żółto-czerwone neony, oczywiście kula dyskotekowa (ta sama, którą ma teraz w torbie) no i dym, dużo dymu. Głośniki przeogromne, które dudnią niemiłosiernie. Przekonamy się co Damian ma do zaoferowania. Tylko błagam. Jeśli słowa „chcę Ci coś pokazać” to inaczej „pokaże Ci moją wielką pałę, maleńka” to ja dziękuję, wychodzę.